poniedziałek, 26 września 2011

Dlaczego? W zasadzie, synku, to chuj wie...

Przez 4,5 roku Maks nie przejawiał zbytniego zainteresowania pytaniem "dlaczego?". Aż mnie to nawet zaczęło trochę martwić. Ale parę dni temu zaczęło się okazywać, dlaczego...

Trzymał sobie otóż pytania kluczowe na moment, w którym będzie mógł zrozumieć odpowiedzi, trywializmy zapewne rozwiązując w locie.

Zaczęło się konkretnie: "Skąd się wziął świat?", "Skąd się wziął człowiek?", "Dlaczego mamy plecy i co by było, gdybyśmy mieli głowę na samych nogach?". Wiem, że to jego własne pytania choćby stąd, że to drugie przybrało formę "Kto urodził wszystkich mamusie i tatusiów?".

Zrobiłem więc jedyną logiczną rzecz i zacząłem mu tłumaczyć teorię Wielkiego Wybuchu i ewolucji, oraz alternatywę w postaci kreacjonizmu i Boga. Mogłem też gdzieś wpaść na doskonały pomysł wytłumaczenia jak to z wilka wziął się pies.

 Dzisiaj, podczas podróży powrotnej z urodzin córki bratowej, Maks postanowił umilić czas rozmową:

- Tato, wiesz, opowiadałem w przedszkolu kolegom to co mi ostatnio tłumaczyłeś. Że na początku był jeden wilk, który wyglądał jak człowiek, i drugi, który wyglądał bardziej jak małpa.

Po kilku niezwiązanych tematach (dlaczego woda jest przezroczysta, po co oni zrobili ludziom dwie ręce) postanowił dodać:

- Ja widziałem jak był stworzony świat, bo oglądał go na komputerze ten pan, który jest bardzo niepełnosprawny, ale ma bardzo otwarty umysł.

sobota, 20 sierpnia 2011

Kurwy, rury, ladacznice...

…i inne dziecięce przypowiastki.

Wszystkie historyjki z udziałem dzieci w przedziale wieku 2-3 lata.

Wczoraj byliśmy u Tadzia na działce i przy grillu zeszło się (jakże niespodziewanie) na dzieci.
I przypomniała mi się dykteryjka. Anegdotka. Krotochwila taka.

Grałszy sobie w Super Mario Galaxy na Wii spadłem z jakiejś platformy ludkiem. Maks postanowił temat podsumować dość rezolutnie:
- Co ty tato spadłeś jak jakaś kurwa?

Ciotka postanowiła na uraczyć kontrhistoryjką o synku (bodaj Łukasz) swojej siostry. Pewnego otóż razu, próbując zainteresować Łukaszka świeżo ugotowanym rosołem przyozdobionym sporą dawką koperku, natknęła się na z jego strony takie dictum:
- Czegoś mi tu tych kwiatków nawpierdalała?!

I historyjka druga, z udziałem Agnieszki (córka cioci, czyli żona mojego brata Tadeusza). Otóż (rzecz działa się na wsi), rodzina wybierała się do kościoła - z jakiegoś względu ani Agnieszka, ani Łukaszek nie byli jeszcze gotowi. Agnieszka zatem powiedziała:
- To wy idźcie, ja się przebiorę i was z Łukaszkiem dogonimy. - jako że Łukaszka bardzo lubiła, a i on zawsze chętnie z nią przebywał.

Wejszła więc była do komórki się przebrać, ale niestety próba wyjścia okazała się nie do końca skuteczna jako że drzwi nie dało się z jakiegoś powodu od środka otworzyć.
- Łukaszku jesteś tam?
- Jestem.
- Otwórz mi drzwi, poproszę.
- Niee.
- Ale Łukaszku, ja bym bardzo chciała z tobą iść do kościoła.
- Taaak? To tu sobie teraz, stara kurwo, posiedzisz.

piątek, 15 lipca 2011

Panfilowa anegdota

Panfil, odprowadzawszy swojego synka do przedszkola, był się natknął na robotnika z pobliskiej budowy, który w dość niesympatyczny sposób zamknął im obu z trzaskiem drzwi od podwórka przed przysłowiowym nosem.  Za co Panfil, nie omieszkał go (po owych drzwi otworzeniu) solidnie opieprzyć.

Następnego dnia owoc lędźwi jego, z urokiem właściwym dzieciom zagadnął przed wyprawą do przedszkola:
- Tato, a czy dzisiaj też pokonamy robotnika?

wtorek, 24 maja 2011

Zapiski zbrodniarza, czyli Profesor Jedna Noga atakuje

Razu pewnego (kiedy dokładnie, nie pomnę), zdarzyło mi się wypaść zza zakrętu przy Landzie i napotkać pewnego staruszka. Osobnik ów podążał w tym samym kierunku, wektor swej podróży miawszy nawet długości podobnej, lecz zwrotu przeciwnego.

Kto cokolwiek ze szkoły podstawowej pamięta, szybko porachuje, że zdarzenie to musiało się zakończyć nagłym dość spotkaniem, które ku uciesze mojej, a konsternacji gawiedzi, zaowocowało ze strony staruszka gromkim:

"Jak się nie ma nogi, to się nie chodzi!"

wtorek, 17 maja 2011

Kochany Empik

Mail o godzinie 16:04
Szanowny Kliencie,
bardzo dziękujemy za skorzystanie z oferty Sklepu Internetowego empik.com
oraz za odbiór produktów z wysyłki  o numerze xxxxxx z Salonu empik.

Mail o godzinie 16:40
Serdecznie zapraszamy po odbiór zamówienia empik.com
numer xxxxxx zawierającego grę "Wiedźmin 2. Zabójcy królów" do salonu empik.
Zamówienie to możecie Państwo zakupić z 10 zł rabatem.


Chyba już bym wolał maila "lol, frajerze, jakbyś sie tak nie śpieszył, to byś dostał zniżkie, ueeeeeee".

piątek, 13 maja 2011

Móżg mi pierdnął #2

Poniedziałek rano, apteka. Zaspany tak, że nie umiem odróżnić dupy od nie dupy. Znajomy aptekarz. Chyba miał ciężką noc, bo wygląda na równie kumatego jak ja. Biorę "to co zwykle", podaję hajs, ziom chowa do kasy.

Z boku aptekarka rży aż jej z nosa leci.
 
Wysilam mózg, próbując dojść powodu jej rozbawienia. Jest ciężko... ale mam.
 - Ej, czy ja powiedziałem do ciebie "poproszę marlboro light-y"?
Ziomek skupia umysł podobnie jak ja. Widzę jak mu się z wysiłku brwi marszczą. Kiwa głową.
To będzie ciężki dzień.

środa, 11 maja 2011

Jak zrobić w wała całą Polskę i zarobić grubą kasę

Problem mam straszny. Wymyśliłem, że zarobię pieniądze na sprzedawaniu wody z cukrem i nie wiem jak.
- To może jako lekarstwo?
- A nie ma jakiejś ustawy, która tego zabrania?
- Jest. Ustawa „Prawo farmaceutyczne” (Dz. U. nr 126, 113 i 141, poz. 1381, 984 i 1181). Ale jak doczytasz ją do końca, to zobaczysz, że nie tyle zabrania, co... hm. "Ułatwia" jest tu odpowiednim określeniem.

Ot, taki śmieszny kawałek prawa, która nakazuje stosowanie bardzo rygorystycznych procedur przy wprowadzaniu leków na rynek polski. Mówi on, między innymi, że do obrotu nie dopuszcza się leków przeterminowanych, fałszywych, nieskutecznych itd. itp. Nieskutecznych, ta...


To jak ja mam sprzedać mój cukier z wodą oraz autolizatem wątroby kaczki berberyjskiej (hre, hre)?
O, chwila. Tu jest ciekawy kawałek, artykuł 21 - leki "nie posiadające dowodów skuteczności terapeutycznej" (mm... to moje, czytamy dalej) należy wprowadzać do obrotu w sposób uproszczony. Pomijając kluczowe procedury kontrolne. BINGO!

Hm... zaraz... chyba muszę coś dołączyć do wniosku o dopuszczenie mojej magicznej mikstury do obrotu."Opis procesu wytwarzania, w tym opis sposobu rozcieńczania i dynamizacji". Dynamizacja, dobre nie? Sam bym tego lepiej nie wymyślił. Tym co nie wiedzą - dynamizacja to gwałtowne potrząsanie naczyniem z wodą.

Dynamiczny "lek"
Tak się nad tym rozwodzę, gdyż uważam to za kluczowe osiągnięcie homeopatii. Ustawodawca polski uznał, że dynamizacja to faktycznie istniejące zjawisko, które wyzwala niematerialną siłę lekarstwa! Ta-dam. Ponieważ to zjawisko jest ewidentnie bzdurą (całe szczęście niewielu o tym wie), dość łatwo będzie wyprodukować papiery potwierdzające, że magiczna woda została właściwie zdynamizowana i pamięta tylko dobre rzeczy. Nie chcielibyście przecież, żeby woda którą przyjmuje wasza dziecko pamiętała jakieś traumatyczne przeżycia!

No dobra, ale jak ktoś się będzie dopytywał czy to aby działa?
Oj tam, oj tam. Ja jestem czysty, w prawie stoi wyraźnie: "Produkty homeopatyczne, określone w ust. 1 i 4, nie wymagają dowodów skuteczności terapeutycznej".

No dobra, przekonałeś mnie, że działa. Ale jak działa?
Proste, panie. Bierzesz pan zdechło kaczke. Rozcieńczasz rzeczono padline z wodą w stosunku 1:100. I powtarzasz 200 razy. W ten sposób, widzisz pan, molekuła takiej kaczki przypada na... no, gdzieś tak cztery razy więcej cząsteczek wody, niż jest cząsteczek wszystkiego we wszechświecie. Ale nie traćmy wiary w ponad-wymiarowe istoty, dystrybuujące hiper-rozcieńczone kacze wątróbki między wszechświatami. Możesz się śmiać, ale skończysz gdy napotkasz na swojej drodze taką 400-tonową rozpędzoną kaczą molekułę krążącą gdzieś między wszechświatami.

Aptekarze
Jedno co mnie skręca ze śmiechu, to żeby odbębnić pierwszy stopień specjalizacji z farmacji, biedacy muszą zakuć się, a potem powtórzyć czemu im mniej lekarstwa, tym lepiej ono działa, aż do osiągnięcia maksymalnej skuteczności przy całkowitym braku lekarstwa.

Kto, po co, dlaczego? Nie chcę knuć teorii spiskowych, także musicie pogodzić się z brakiem puenty. Kto chce, znajdzie.