środa, 11 maja 2011

Jak zrobić w wała całą Polskę i zarobić grubą kasę

Problem mam straszny. Wymyśliłem, że zarobię pieniądze na sprzedawaniu wody z cukrem i nie wiem jak.
- To może jako lekarstwo?
- A nie ma jakiejś ustawy, która tego zabrania?
- Jest. Ustawa „Prawo farmaceutyczne” (Dz. U. nr 126, 113 i 141, poz. 1381, 984 i 1181). Ale jak doczytasz ją do końca, to zobaczysz, że nie tyle zabrania, co... hm. "Ułatwia" jest tu odpowiednim określeniem.

Ot, taki śmieszny kawałek prawa, która nakazuje stosowanie bardzo rygorystycznych procedur przy wprowadzaniu leków na rynek polski. Mówi on, między innymi, że do obrotu nie dopuszcza się leków przeterminowanych, fałszywych, nieskutecznych itd. itp. Nieskutecznych, ta...


To jak ja mam sprzedać mój cukier z wodą oraz autolizatem wątroby kaczki berberyjskiej (hre, hre)?
O, chwila. Tu jest ciekawy kawałek, artykuł 21 - leki "nie posiadające dowodów skuteczności terapeutycznej" (mm... to moje, czytamy dalej) należy wprowadzać do obrotu w sposób uproszczony. Pomijając kluczowe procedury kontrolne. BINGO!

Hm... zaraz... chyba muszę coś dołączyć do wniosku o dopuszczenie mojej magicznej mikstury do obrotu."Opis procesu wytwarzania, w tym opis sposobu rozcieńczania i dynamizacji". Dynamizacja, dobre nie? Sam bym tego lepiej nie wymyślił. Tym co nie wiedzą - dynamizacja to gwałtowne potrząsanie naczyniem z wodą.

Dynamiczny "lek"
Tak się nad tym rozwodzę, gdyż uważam to za kluczowe osiągnięcie homeopatii. Ustawodawca polski uznał, że dynamizacja to faktycznie istniejące zjawisko, które wyzwala niematerialną siłę lekarstwa! Ta-dam. Ponieważ to zjawisko jest ewidentnie bzdurą (całe szczęście niewielu o tym wie), dość łatwo będzie wyprodukować papiery potwierdzające, że magiczna woda została właściwie zdynamizowana i pamięta tylko dobre rzeczy. Nie chcielibyście przecież, żeby woda którą przyjmuje wasza dziecko pamiętała jakieś traumatyczne przeżycia!

No dobra, ale jak ktoś się będzie dopytywał czy to aby działa?
Oj tam, oj tam. Ja jestem czysty, w prawie stoi wyraźnie: "Produkty homeopatyczne, określone w ust. 1 i 4, nie wymagają dowodów skuteczności terapeutycznej".

No dobra, przekonałeś mnie, że działa. Ale jak działa?
Proste, panie. Bierzesz pan zdechło kaczke. Rozcieńczasz rzeczono padline z wodą w stosunku 1:100. I powtarzasz 200 razy. W ten sposób, widzisz pan, molekuła takiej kaczki przypada na... no, gdzieś tak cztery razy więcej cząsteczek wody, niż jest cząsteczek wszystkiego we wszechświecie. Ale nie traćmy wiary w ponad-wymiarowe istoty, dystrybuujące hiper-rozcieńczone kacze wątróbki między wszechświatami. Możesz się śmiać, ale skończysz gdy napotkasz na swojej drodze taką 400-tonową rozpędzoną kaczą molekułę krążącą gdzieś między wszechświatami.

Aptekarze
Jedno co mnie skręca ze śmiechu, to żeby odbębnić pierwszy stopień specjalizacji z farmacji, biedacy muszą zakuć się, a potem powtórzyć czemu im mniej lekarstwa, tym lepiej ono działa, aż do osiągnięcia maksymalnej skuteczności przy całkowitym braku lekarstwa.

Kto, po co, dlaczego? Nie chcę knuć teorii spiskowych, także musicie pogodzić się z brakiem puenty. Kto chce, znajdzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz